Jezu jakie to gówno niewygodne. AŁA DO JASNEJ KURWY NĘDZY I KURDE OGÓRKI KISZONE CO TO JEST! No fajnie, takie są właśnie wady spania na piętrowym łóżku i to jeszcze na dole. Dobra, żyję. Albo i nie. Sturlałam się na podłogę, fajnie. W dodatku ryjem w zimną pizze, którą wczoraj wpierdalałam z Niallem.
- KURWA - wydarłam się podnosząc się z ziemi i podchodząc do zlewu, który o dziwo był jeszcze sprawny. Zmyłam z siebie pizze i rozglądnęłam się w okół. Boże, boje sie tego... czegoś. Prawie wszędzie latały muchy, na podłodze walały się plastikowe kubki i inne odpadki, a gdzieniegdzie była powylewana stara cola. Każdy już wstał, no z wyjątkiem Harryego i Louisa, śpiochy pierdolone. Co prawda jest dopiero 8:12, ale jak oni mogą spać na tych twardych gównach?! Okej, tylko gdzie jest Jane... Jej łóżko jest puste i nie pościelone, w dodatku w jakiś dziwny sposób ułożone.
- Ej gdzie jest Jane? Obiecała, że mi zrobi naleśniki, o ile będzie działało to coś zwane gazówką - obróciłam się dostrzegając Horana z miną męczennika zmuszonego do najcięższej pracy jaka tylko może być.
- Nie wiem, weź obudź Hazze i Louisa a ja między czasie coś ugotuje o ile nie spale niczego - wzruszyłam ramionami. No ale kurde oczywiście nic nie ma do żarcia. Wyjęłam więc ze swojej torby kilka chińskich gówien, czyli zupek. Wspominałam już że kocham zupki chińskie?! Ledwo co otworzyłam paczkę, a usłyszałam głośny śmiech.
- Ej Amy pożycz telefon to zrobię im zdjęcie i wrzucę na twittera hahahah - śmiał się Nialler. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegłam śpiącą Jane obok Hazzy i to jeszcze w takim małym odstępie.
- Pfff zdradzasz mnie świnio! ZGŁASZAM TO DO PROKURATURY! - wydarłam się, udając, że mam taki mały heart attack, przez co obudziłam czerwonowłosą.
- Ja pierdole, co... - pomrugała pare razy siadając po turecku.
- Jane, nie chce nic mówić, ale co tu robisz? - spytał zdezorientowany Harry.
- No właśnie?! - z chuj wie skąd pojawił się Lou z miną zazdrośnika.
- Zdradzasz mnie! - udawałam szok.
- Nie, no co wy, przyszłam sobie w środku nocy pobzykać sie ze Stylesem, ehe, macie racje... A tak rly to kurwa jakbyście sie zachowali wy, gdyby w środku nocy przyszedł ten pedofil, który jest właścicielem tego gówna, pchał wam sie do łóżka i do was dobierał i w dodatku prawie przyprawił was o zawał serca, co? Na pewno nie było by wam tak fajnie, a że Ty blond włosa debilko rozłożyłaś się na całe łóżko, do Perrie wpakował się Zayn, Niall spał z jedzeniem, a Lou, Liam i Dan byli na górze, a ja nie mogłam znaleźć tej jebanej drabinki, to co miałam zrobić? Hmmm?
- Dobra, mniejsza, zrobisz mi te naleśniki, które mi obiecałaś? - zmienił temat Niall.
- To rusz tą dupe i zrób sobie sam nędzny leniu - wzruszyła ramionami i wstała.
Perspektywa Jane.
Co tu wybrać co tu wybrać, och, znalazłam, dawać mi tu nobla! Wyjęłam z walizki TE CIUCHY i się w nie przebrałam. Przy łóżkach były takie zasłonki, więc nie musiałam latać do kibla.
- Więc... - zaczęłam.
- Plaża? - zaproponowała o dziwo jakaś taka wesoła Perrie.
- Plaża - przytaknęliśmy chórem.
* 1 Godzinę później *
- Naprawdę musimy? - zaczęła po raz 170247826579037 marudzić Amy, która była cała obolała od pokrzyw i innych gówien.
- To jedyna droga - odparła Dan. No fajna ta droga, drzewa, pokrzywy i inne gówna. Tak, kocham las, och, tak bardzo go kocham, że asdfhjkl!
- No ale czemu nie mogliśmy jechać tym busem z chłopakami, tak na około tego lasu? - westchnęła.
- Bo wiesz kochanie czasami warto jest troche pozwiedzać i przejść się na pieszo.
- KURWA! - krzyknęła Perrie - Emm... dziewczyny?
- Ja pierdole - skrzywiłam się lekko widząc Pezz jedną nogą w bagnie. Razem z Amy i Danielle zaczęłyśmy ją ciągnąć, bez powodzenia, przez co również wpadłyśmy w to gówno, ale udało nam się wyjść. Gdy w końcu ją wyciągnęłyśmy, Amy stanęła.
- Serio macie zamiar iść na plaże tak... wyglądając? - spytała zdezorientowana.
- Fakt, ale gdzie tu widzisz cokolwiek? - wzruszyła ramionami Perrie. Amy robiąc minę Are You Fucking Kidding wskazała przed siebie, na co się obróciłyśmy i zobaczyłyśmy małe jeziorko, po czym weszłyśmy do niego się opłukać, poprzednio ściągając z siebie ciuchy (miałyśmy na sobie tylko szorty i strój kąpielowy).
- Okej, tylko w którą teraz stronę? - spytała Dan.
- Przecież to Ty tutaj jesteś organizatorką, ty powinnaś wiedzieć - odparła Amy.
- Ja nie mam Google Maps we łbie - strzeliła Facepalma - Chodźcie.
- Ale na plaże jest w tamtą stronę - wskazałam na północ.
- No właśnie - odparła Pezz.
- Ja tam ide z Dan - uniosła ręce w obronnym geście Amy, a lokowata pogłaskała ją po łbie i wykorzystując jej niski wzrost przytuliła ją mówiąc "moje dziecko".
- Dobra, to my idziemy z Perrie na północ, a Ty z Amy na zachód i zobaczymy, kto będzie pierwszy - powiedziałam i razem z Edwards ruszyłyśmy w las.
* Jakiś czas później, bo tu nie ma zegarka *
- My żyjemy! Jane, czujesz to?! To zapach wolności! Jesteśmy na plaży, ogarniasz?! - radowała się Perrie.
- No tak, żyjemy, oprócz tego, że:
- Mam liście i gałęzie we włosach.
- Aby uciec przed niedźwiedziem spierdalałam i wpadłam w krzaki (dlatego mam liście i gałęzie we włosach) no i wykorzystując moją anorektyczną figurę weszłam do kłody i jestem cała od piachu.
- Ty zgubiłaś telefon, który okazało się, że był w błocie.
- 807274304285628 razy się zgubiłyśmy.
- Gonił nas jakiś psychopata z siekierą, a ja musiałam mu wsypać gaz wieprzowy do oczu, który zawsze mam przy sobie.
Skończyłam swój piękny monolog, dosiadając się do chłopców na piasku.
- A gdzie Danielle i Amy? - spytał Niall.
- Kłóciłyśmy się, że trzeba iść za północ, to te dupy wołowe się uparły, że nie, że na zachód no i se poszły - wzruszyłam ramionami, ściągnęłam z siebie szorty i poszłam do wody się chociażby trochę odświeżyć i wyjąć te jebane liście i gałęzie z włosów.