* Oczami Jane *
Weekend, weekend, weekend. No i kurwa adijos szkoło! Chociaż już prawie do niej nie chodzimy.. no wiecie wagary, robimy sobie wolne często, bardzo często. Oglądam sobie z Amy teletubisie. No a jakby tak ożyły i nas zjadły?! Fajnie byłoby, ale to tylko moja cholernie, pierdolona wyobraźnia.
-Ten teletubiś się zesikał! - powiedziała Amy, no tak jesteś genialna. Pogłaskałam ją po główce.
-Tak, tak.
-Jane, zobacz co ja tu mam. - rzekł głos za mną.
-Harry..
-Tak jestem Harry i zjadam twoje kakałko! - rzekł zadowolony. Dobra przegiął. Moja mina była jak kamień, zaczęłam go gonić. Wywalił pusty pojemnik. NIE!
-Zabije cię..
-Kurwa mać. - Rzuciłam się na niego, przybiegła Amy.
-Kochanie opanuj te nerwy.
-Spierdalaj! - wykrzyknęłam.
-Kupisz mi nowe, rozumujesz to człowieku?!
-Ro-Zu-mu-je!
-Zapierdalaj teraz do sklepu.
-A i kup mi cukierki! - dodała Amy. Ah, jak zwykle. Tylko te cukierki, zęby ci się zjebią. No, jeżeli jeszcze masz. Jestem podła. Każdy siedział na dole, nawet tego nie zauważyłam, patrzyli się jak na wariatów. Oni żrą, żrą jedzenie!
-Skąd wzięliście jedzenie? - zapytałam.
-Z lodówki, otworzyliśmy lodówkę, tam było, wzięliśmy, zamknęliśmy lodówkę. - wytłumaczył Nial. Zrozumiałam przekaz. Myślałam, co zjeść. Z moich zamyśleń, wyrwał mnie dzwonek telefonu domowego. Odebrał Lou.
-Hallo? - zapytał.
-Dzieńdobry, dlaczego nie było was na 3,4,5,6,7,8 lekcji?!
-Yyy.. no tak Amy wpadła pod auto! I musiliśmy jechać do szpitala, mogła umrzeć i nadal może. Chociaż jest już w domu.
-Ojej, przykro mi. A mógłbyś chłopcze ją dać?
-Ehhe.. no dobrze.
-Amy chodź, dyrektor cię woła.
-Co kurwa?
-Zostałaś niby potrącona przez samochód, więc udawaj..
-Dobra. - powiedziała i wzięła słuchawkę. No jakie przedstawienie.
-Hallo?
-Dobry. Jak się pani Amy czuję?
-Źle.
-Dobrze, a wie pani że może pani nie zdać?
-Duszę się, boże lekarza! - położyła się na ziemi, i odłożyła słuchawkę.
-Duszę się? Serio?! - zapytałam.
-Noo, a co miałam wymyśleć? Jak pan genialny, powiedział że zostałam potrącona.
-Przepraszam.
-Okej.
-Koniec? - zapytałam.
-Koniec. Gdzie Harry?
-W sklepie.
-Wróciłem - wykrzyknął, otwierając drzwi.
-O wilku mowa. Czekaj czemu ja tak powiedziałam?!
-Face palm. - Tak więc, reszta dnia minęła nam spokojnie. Tylko, jest jeden problem. Trzeba pomalować Amy do szkoły w poniedziałek, no bo przecież ma wyglądać jakby auto ją przejechało. Niestety ja nie umiem malować, lecz Danielle, Perrie, Jesy, Jade, Leigh-Anne, no tak jeszcze Eleanor.
-Dziewczyny, będziemy musiały naszą Amy wymalować, jakby ją tir potrącił.
-Hę? Chyba się przesłyszałam. Co, kurwa?!
-No to kurwa! W poniedziałek.
-Zajebe cię.. - Ahh, kocham ten sarkazm.
* 3 godz potem *
Jest 19.00. Że która?! Dlaczego weekend tak szybko mija, a szkoła nie. Jest 24 czerwiec. Który?! Fuck yea, niedługo wakacje i znów będzie melanż. Nudzi mi się, nudzi mi się, wiem namaluję portret!
-Amy ustaw się, namaluję cię! - Zrobiła to co kazała, a ja zaczęłam robić swoje dzieło. Po jakiejś godzinie skończyłam swój wybitny obrazek.
-Zobacz! http://sketchtoy.com/40983139 . Tak wiem mam talent artystyczny.
-Okej, to teraz ja. - Po tym samym czasie również skończyłam. Urzekł mnie jej rysunek, łezka mi spłynęła. Czy ja naprawdę jestem taka piękna?! : http://sketchtoy.com/40983340 . Nie wierze ze to prawda, a jednak?! Jednak cuda się zdarzają. Zauważyłam, że każdy obok nas już dawno śpi. Tak wcześnie? Spojrzałam na zegarek, jeszcze raz. 24.00 No zajebiście! Przegapiłam tabalugę!
hahaha 'Czy ja naprawdę jestem taka piękna?'
OdpowiedzUsuńhaha, no nie mogę. Rozdział rewelacja. ;) Już się zakochałam ;)
+ kiedy będzie kolejny ? :)