sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 3. ,, Zatrzymaj się! ,,

* Oczami Jane *
Niedziela, a nie sobota, a nie niedziela, kurwa sobota. Nie niedziela. Dobra jest niedziela. Święto mszy Świętej, czyli.. Spanie do 15.00. Taka nasza tradycja, budzimy się o 14.00, potem jeszcze idziemy się położyć na 5min, a nagle jest 15.00. Tak jak sądziłam, obudziłam się o.. chwilę zegar się zepsuł. Przecież to nie może być prawda, nie jest ta godzina, to jest 10.00! Życie musi być takie piękne, aby budzić normalnego człowieka o tej godzinie, no dobra nie zbyt normalnego. Mam żałobę, idę na żreć się wcześniej, chociaż Niall nie będzie grzebał w lodówce. Zeszłam schodami w dół. Okej, okej to są jakieś jaja?! Harry uprawia jogę, ponoć to grzech, ale chuj z tym. Louis szuka swojej dziewczyny, czyli Eleanor. Zayn czeszę się. Liam, coś uprawia z Danielle. Nialla nie widzę, a Amy? Gdzie jest ten jełop?
-Dlaczego wstaliście tak wcześnie? - zapytałam, to pytanie zabrzmiało jakbym była totalną idiotką, spoko.
-No bo Jane kto się pomodli? - zapytał Hazza, śmiejąc się pod nosem.
-Idziemy do kościoła? - dodałam.
-Jasne, ale tylko dlatego, aby zobaczyć jak ksiądz śpiewa Alleluja i sukienka spada mu z jego tłustej dupy. Idziesz.. - od powiedział Louis. A ja się jego pytałam? Nie. Dobra, dobra podniosłam łapy w geście obronnym. Podeszłam do lodówki, w której odnalazłam zaginionych członków grupy. Czyli Niall, który żarł kanapki i Amy szukająca cukierków,  bo czego innego..
-Ej. - rzekłam.
-[..] - Cisza.
-Ej! - podniosłam głos.
-[..] - Cisza.
-EJ! CHOLERA JASNA ODWRÓĆCIE SIĘ! - krzyknęłam, odwrócili się obojga.
-Nie mogłaś raz powiedzieć?! - wykrzyknęła wkurwiona Amy.
-Amy, czasem mam ochotę tak cię utopić w rosole.
-Chodźcie już! - usłyszałam głos Nialla, który magicznym sposobem znalazł się w salonie. Kolejny magik w tym naszym zacnym domku. Tak serio, serio to mój dom. Wyszłyśmy z domu, zamykając po sobie dom. Weszłyśmy do auta, które lata, no dobra nie lata, ale gdy jest taka dziura to zapada się pod ziemię i wynurza! Magia. Kościele nadchodzimy.
-Ej mogę dziś prowadzić? - zapytała grzecznie Amy.
-NIE! - wykrzyknęła banda.
-Czemu? - dodała.
-No bo pamiętasz jak ostatnio prowadziłaś..? - od powiedział Harry, ona tylko pokręciła głową i posmutniała. Ach, kiedyś musi spróbować i iść to gówno zdać. Nawet się nie obróciłam, a już byliśmy. Czekaj to tak wygląda kościół? Nie chodziłam tu od.. 8 lat? Wreszcie weszliśmy, usiedliśmy po środku, chociaż chciałam na końcu. Zobaczymy co z tego wyniknie. Msza jeszcze się nie zaczęła, a my powoli mrużymy paczałkami. Ksiądz wychodzi, a za nimi młodzi ludzie. Każdy nagle stanął, gdy wybił jakiś dzwon. O co tu chodzi?
* Oczami Amy *
Pierdole nie wstaje, Jane wybiegła się wyszczać, tylko gdzie tu znajdzie jakąś nie śmierdzącą łazienkę. Poczułam jak ktoś mi coś wrzyna w plecy, odwróciłam się, zauważyłam starą babę, która miała w prawej ręce  parasol, którym pewnie mnie dziabnęła w plecy.
-Czemu dziabła baba mnie? - zapytałam grzecznie, dla  mnie to bardzo grzeczne, nie wiem jak dla was.
-Wstawaj bachorze! - rzekła.
-Nie. - powiedziałam i odwróciłam się. Zauważyłam, że Harry, Lou, Niall, Liam, Zayn, El, Dan, Perrie, Jade, Jesy, Leigh-Anne, a Jane chyba ma sraczkę. Baba mi nie dawała spokoju, ale chuj z nią. Czekaj z kościele można przeklinać? Chyba nie, ale chuj z tym. No kurde znów! Dobra, już się nie odzywam. Baba mnie kopała przez ten cały czas. Miałam ochotę jej przyjebać, ale starszej pani? Bym już dawno siedziała na komisariacie i odpowiadała na pytanie Czemu to zrobiłam? To już koniec tej pierdolonej mszy? Tak. Tylko Jane jeszcze nie było. Podeszłam do jakiejś miski z tą Św. wodą, zamaczając całe ręce. Tak się robi, no chyba. Wyszłam szybkim tempem z tego całego kościoła.  Kurwa, no i kto stoi pod drzewem, śmiejąc się jak szatan?! Jane. No zajebiście. My tkwimy w środku śpiewając ALLELUJA, ALLELUJA!  A ona sobie pod drzewem siedzi.
-Dlaczego kurde nie poszłaś do tego krzyża? - zapytałam.
-A po co siedzieć, gdzie modlą się same stare baby?
-No w sumie, racja.
-Widzisz? - Tak zakończyła się nasza rozmowa, wsiedliśmy do naszego zacnego samochodu i odjechaliśmy. Tym razem Jane prowadziła to auto. Siedziałam tuż obok niej. Gadaliśmy, śmialiśmy się, wariowaliśmy no i inne pierdoły. Zauważyłam coś na ulicy. Czy to królik, czy to jeleń, czy to smok? Czy to.. dziecko?! Dziewczynka!
-KURWA! ZATRZYMAJ SIĘ! - wykrzyknęłam.
-Po chuja?
-TAM do cholery jasnej jest ktoś!
-Nie ma.. - Dobra, zmusiłaś mnie do tego. Usiadłam po środku krzeseł, próbując zatrzymać samochód. Prawie byłoby zderzenie, z małym dzieckiem.. W ostatniej chwili udało mi się zahamować. Szybko wybiegłam z tego samochodu. Patrzyli się na mnie jak na debilkę. Nie ma jej? Gdzie ona się podziała? Przed chwilą tu była. Może uciekła, może się przeraziła? Ale ona tu była i nikt nie zaprzeczy. Usiadłam z powrotem do auta.
-Co ty do cholery jasnej wyprawiasz?! Mogłaś nas zabić! - powiedziała zaniepokojona El, przy czym walnęła mnie w łeb.
-Dobra, Amy zasłużyłaś na to.  - przytaknął Harry.
-Amy idź do tyłu, Harry chodź koło mnie. - rzekła Jane, zrobiłam tak jak kazała, usiadłam koło okna, oparłam się łbem o szybę i myślałam, czy ona na serio tam była. Może to tylko moja wyobraźnia.

1 komentarz:

  1. ROZDZIAŁ JEST ŚWIETNY. Rany, to był duch, prawda? Boję się duchów... aaa!
    Gdy tylko czytam to opowiadanie już mam uśmiech na twarzy i tu wielkie wyróżnienie, bo nie uśmiecham się przy całym rozdziale w żadnym innym opowiadaniu. :)

    OdpowiedzUsuń