sobota, 19 października 2013

Rozdział 8. ,,Plaża? Plaża"

Rano, perspektywa Amy

Jezu jakie to gówno niewygodne. AŁA DO JASNEJ KURWY NĘDZY I KURDE OGÓRKI KISZONE CO TO JEST! No fajnie, takie są właśnie wady spania na piętrowym łóżku i to jeszcze na dole. Dobra, żyję. Albo i nie. Sturlałam się na podłogę, fajnie. W dodatku ryjem w zimną pizze, którą wczoraj wpierdalałam z Niallem.
- KURWA - wydarłam się podnosząc się z ziemi i podchodząc do zlewu, który o dziwo był jeszcze sprawny. Zmyłam z siebie pizze i rozglądnęłam się w okół. Boże, boje sie tego... czegoś. Prawie wszędzie latały muchy, na podłodze walały się plastikowe kubki i inne odpadki, a gdzieniegdzie była powylewana stara cola. Każdy już wstał, no z wyjątkiem Harryego i Louisa, śpiochy pierdolone. Co prawda jest dopiero 8:12, ale jak oni mogą spać na tych twardych gównach?! Okej, tylko gdzie jest Jane... Jej łóżko jest puste i nie pościelone, w dodatku w jakiś dziwny sposób ułożone.
- Ej gdzie jest Jane? Obiecała, że mi zrobi naleśniki, o ile będzie działało to coś zwane gazówką - obróciłam się dostrzegając Horana z miną męczennika zmuszonego do najcięższej pracy jaka tylko może być.
- Nie wiem, weź obudź Hazze i Louisa a ja między czasie coś ugotuje o ile nie spale niczego - wzruszyłam ramionami. No ale kurde oczywiście nic nie ma do żarcia. Wyjęłam więc ze swojej torby kilka chińskich gówien, czyli zupek. Wspominałam już że kocham zupki chińskie?! Ledwo co otworzyłam paczkę, a usłyszałam głośny śmiech.
- Ej Amy pożycz telefon to zrobię im zdjęcie i wrzucę na twittera hahahah - śmiał się Nialler. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegłam śpiącą Jane obok Hazzy i to jeszcze w takim małym odstępie.
- Pfff zdradzasz mnie świnio! ZGŁASZAM TO DO PROKURATURY! - wydarłam się, udając, że mam taki mały heart attack, przez co obudziłam czerwonowłosą.
- Ja pierdole, co... - pomrugała pare razy siadając po turecku.
- Jane, nie chce nic mówić, ale co tu robisz? - spytał zdezorientowany Harry.
- No właśnie?! - z chuj wie skąd pojawił się Lou z miną zazdrośnika.
- Zdradzasz mnie! - udawałam szok.
- Nie, no co wy, przyszłam sobie w środku nocy pobzykać sie ze Stylesem, ehe, macie racje... A tak rly to kurwa jakbyście sie zachowali wy, gdyby w środku nocy przyszedł ten pedofil, który jest właścicielem tego gówna, pchał wam sie do łóżka i do was dobierał i w dodatku prawie przyprawił was o zawał serca, co? Na pewno nie było by wam tak fajnie, a że Ty blond włosa debilko rozłożyłaś się na całe łóżko, do Perrie wpakował się Zayn, Niall spał z jedzeniem, a Lou, Liam i Dan byli na górze, a ja nie mogłam znaleźć tej jebanej drabinki, to co miałam zrobić? Hmmm?
- Dobra, mniejsza, zrobisz mi te naleśniki, które mi obiecałaś? - zmienił temat Niall.
- To rusz tą dupe i zrób sobie sam nędzny leniu - wzruszyła ramionami i wstała.



Perspektywa Jane.

Co tu wybrać co tu wybrać, och, znalazłam, dawać mi tu nobla! Wyjęłam z walizki TE CIUCHY i się w nie przebrałam. Przy łóżkach były takie zasłonki, więc nie musiałam latać do kibla.
- Więc... - zaczęłam.
- Plaża? - zaproponowała o dziwo jakaś taka wesoła Perrie.
- Plaża - przytaknęliśmy chórem.


* 1 Godzinę później *

- Naprawdę musimy? - zaczęła po raz 170247826579037 marudzić Amy, która była cała obolała od pokrzyw i innych gówien.
- To jedyna droga - odparła Dan. No fajna ta droga, drzewa, pokrzywy i inne gówna. Tak, kocham las, och, tak bardzo go kocham, że asdfhjkl!
- No ale czemu nie mogliśmy jechać tym busem z chłopakami, tak na około tego lasu? - westchnęła.
- Bo wiesz kochanie czasami warto jest troche pozwiedzać i przejść się na pieszo.
- KURWA! - krzyknęła Perrie - Emm... dziewczyny?
- Ja pierdole - skrzywiłam się lekko widząc Pezz jedną nogą w bagnie. Razem z Amy i Danielle zaczęłyśmy ją ciągnąć, bez powodzenia, przez co również wpadłyśmy w to gówno, ale udało nam się wyjść. Gdy w końcu ją wyciągnęłyśmy, Amy stanęła.
- Serio macie zamiar iść na plaże tak... wyglądając? - spytała zdezorientowana.
- Fakt, ale gdzie tu widzisz cokolwiek? - wzruszyła ramionami Perrie. Amy robiąc minę Are You Fucking Kidding wskazała przed siebie, na co się obróciłyśmy i zobaczyłyśmy małe jeziorko, po czym weszłyśmy do niego się opłukać, poprzednio ściągając z siebie ciuchy (miałyśmy na sobie tylko szorty i strój kąpielowy).
- Okej, tylko w którą teraz stronę? - spytała Dan.
- Przecież to Ty tutaj jesteś organizatorką, ty powinnaś wiedzieć - odparła Amy.
- Ja nie mam Google Maps we łbie - strzeliła Facepalma - Chodźcie.
- Ale na plaże jest w tamtą stronę - wskazałam na północ.
- No właśnie - odparła Pezz.
- Ja tam ide z Dan - uniosła ręce w obronnym geście Amy, a lokowata pogłaskała ją po łbie i wykorzystując jej niski wzrost przytuliła ją mówiąc "moje dziecko".
- Dobra, to my idziemy z Perrie na północ, a Ty z Amy na zachód i zobaczymy, kto będzie pierwszy - powiedziałam i razem z Edwards ruszyłyśmy w las.



* Jakiś czas później, bo tu nie ma zegarka *

- My żyjemy! Jane, czujesz to?! To zapach wolności! Jesteśmy na plaży, ogarniasz?! - radowała się Perrie.
- No tak, żyjemy, oprócz tego, że:

  1. Mam liście i gałęzie we włosach.
  2. Aby uciec przed niedźwiedziem spierdalałam i wpadłam w krzaki (dlatego mam liście i gałęzie we włosach) no i wykorzystując moją anorektyczną figurę weszłam do kłody i jestem cała od piachu.
  3. Ty zgubiłaś telefon, który okazało się, że był w błocie.
  4. 807274304285628 razy się zgubiłyśmy.
  5. Gonił nas jakiś psychopata z siekierą, a ja musiałam mu wsypać gaz wieprzowy do oczu, który zawsze mam przy sobie.
Skończyłam swój piękny monolog, dosiadając się do chłopców na piasku.
- A gdzie Danielle i Amy? - spytał Niall.
- Kłóciłyśmy się, że trzeba iść za północ, to te dupy wołowe się uparły, że nie, że na zachód no i se poszły - wzruszyłam ramionami, ściągnęłam z siebie szorty i poszłam do wody się chociażby trochę odświeżyć i wyjąć te jebane liście i gałęzie z włosów.

piątek, 18 października 2013

Rozdział 7. ,,Ups...?"

* 8 dni później *  perspektywa Jane  *
Dziś jest ten dzień, na który tyle czekałam. Wyjazd! No nareszcie! Z uśmiechem na twarzy wrzucałam swoje ubrania do walizki. Co jak co, ale ja to robię w ostatni dzień, zawsze. Widzicie, kolejna przydatna wiedza o mnie. I zadanie wykonane, spakowałam się. Czasem pakowała mnie Amy, ale jej się już nie chce, oblać jej! Genialnie gada, komu by się chciało? Moje 5 minutowe pakowanie :
  • Otwórz szafę.
  • Wrzuć prawie wszystkie ubrania do walizki.
  • Nie składasz ich.
  • Zamykasz walizkę
  • Zamykasz szafę.
Gratuluję, właśnie nauczyłaś/eś się pakować. POMOCNA JANE! Dobra, chyba muszę już zejść na dół.

*2 Godziny później*
- Siekiera!
- Motyka!
- Baba!
- Goła!
- Marian!
- Paździoch!
- To!
- Pierdoła! - zakończyła Amy klaszcząc dodatkowo w ręce robiąc to po raz kolejny i kolejny.
- No i gdzie jest kurwa ta lodówka z Kinder Kanapkami?! - wrzasnęłam sobie.
- JESTEŚMY! ZIEMIA! FUCK YEAH! - krzyknął Horan z utęsknieniem całując ziemię, a my z Amy patrzyłyśmy na niego jak na debila, no ale z kim sie zadajesz, takim sie stajesz.
- HARRY, DAWAJ PODKŁAD! - Zayn?! CZY CIEBIE TEŻ RLY POSRAŁO?
- UMC UMC UMC UMC!
- CZY TO RANKI CZY WIECZORKI! - Liam?!
- KOCHAM ZAWSZE MOJE POLKI! - Niall?!
- TO JEST BARDZO DOBRA WIEŚĆ! - LOUIS?!
- BIGOS ZAWSZE MOGĘ JEŚĆ! - IDIOTS, IDIOTS EVERYWHERE.
- Tak bi de łej to jesteśmy Niallerku w Anglii, nie w Polsce, a bigosu nie dostaniesz - zaczęła mu grozić palcem Danielle. Ten aby spuścił wzrok i udawał płacz, na co walnęłam go w ten jego pusty łeb.
- Dobra. To gdzie jest ten hotel? - obróciłam się w stronę Zayn'a, bo on miał się tym zająć.
- Zayn...? Tylko mi kurwa nie mów, że nie zarezerwowałeś nam pokoi w hotelu... - uniosła brew Amy.
- Ups... sorry? - no bum Amy sie na niego rzuciła. Ale nic mu sie nie stało oprócz tego że:

  1. Amy zerwała mu połowe koszuli.
  2. Prawie zmasakrowała mu twarz.
  3. Przez przypadek sturlali się na molo i wpadli do wody
  4. Zayn nie umiał pływać, więc się topił, a Amy nie chciała mu pomóc
  5. Liam musiał pomóc mu wyjść.
  6. Musieliśmy dać Amy leki nasenne by sie uspokoiła
  7. Musze ją kurwa śpiącą z Danielle cały czas trzymać
- To co teraz? - westchnęła Dan.
- Musze siku - to powiedziałam ja.
- To idź.
- Nie.
- Jane jak chcesz to idź i do jasnej cholery zrób.
- Nie bo sie jeszcze zgubie i mnie znajdą i zgwałcą jakieś psychomany.
- Ugh... dobra to wy idźcie i poszukajcie jakiegoś hotelu czy coś a my z dziewczynami przyjdziemy potem - powiedziała do chłopców po czym poszłyśmy w kierunku łazienek obok jakiejś knajpy. Razem z Dan wrzuciłyśmy Amy do jednej z kabin, by sobie tam odspała i zakleiłyśmy drzwi od zewnątrz taśmą, a ja poszłam zrobić swoje.
- KURWA KURWA CO GDZIE JA JESTEM JEZU CO JA ROBIE W KIBLU BOŻE JAAAAAAANNNNNNEEEEEEE! - zaczęła się drzeć Amy.
- No i kurwa wyjechałam! Dzięki Amy! - burknęła Pezz malująca paznokcie.
- Ej no cicho, ja tu sie modle - uciszała nas Dan która stała na rękach i opierała ciężar ciała o ścianę.
- Po co? - no tak, za mądra to ja nie jestem.
- No jak to po co? Po to żeby tych debilów nie zjadły radioaktywne wiewiórki i wrócili do nas i powiedzieli że zarezerwowali nam pokoje w jakimś hotelu - powiedziała zirytowana Dan.

* godzine później *
- Nie mówcie, że mówicie poważnie. Powiedzcie, że robicie sobie jaja - otworzyła jeszcze szerzej oczy z niedowierzania Danielle.
- Nie robimy sobie jaj. To nasz autobusowo-hotel! - wskazał jak w jakiejś reklamie płatków Niall. Jego chyba posrało.
- Nu cu si steło? Nu ałtobus sy jyst ale nu jyst że pani prawi jak hotyl! - powiedział ten menel, który był "właścicielem" tego gówna.
- Nie znaleźliśmy nic innego - wzruszył ramionami Hazza.
- Masz szczęście, że mam zamiar dzisiaj nikogo nie zabić. Inaczej skończyłbyś dużo gorzej niż Zayn - mruknęłam grożąc mu palcem i podnosząc moją walizkę.


* 02:41 w nocy, perspektywa Jane *
- Amy idź do swojego łóżka - wymamrotałam ponownie zanurzając łeb w poduszkę. Jezu no czemu ona zawsze przyłazi do mnie w środku nocy i jeszcze mi kurde całą kołdre zabiera i sie pcha na całe łóżko no! Chamstwo w państwie, do pośredniaka mi z tym!
- Kurwa no - zamrugałam raz, drugi i trzeci, aż wreszcie otworzyłam oczy.
- JEZU, CO TY WYPIERDALASZ CZŁOWIEKU - wydarłam się gwałtownie podnosząc i zakrywając kołdrą.
- Pani no że przecie a gdzi jo mam spać jak ni tu? Przycie ni ma mijsca! - wybełkotał ten kurde pedofil zasrany.
- TO KURWA NIECH PAN IDZIE GDZIEŚ INDZIEJ! - wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Łe dej ży pani spokój si ni pali przyci.
JEZU BOJE SIE GO. Ide do Amy, chuj mi z tym. Kurde debilka sie rozłożyła na całym łóżku kurde no. Próbowałam ją troche przesunąć, ale na marne. Chciałam więc iść do Dan, ale ona spała na górze, bo były łóżka piętrowe, a że na podłodze było pełno rzeczy i było ciemno, a ja nie miałam latarki wolałam już sobie odpuścić szukania tej jebanej drabinki. Dobra Pezz, gdzie jesteś? Dobra znalazłam. JA PIERDOLE, SZYBKA JESTEŚ. Dobra Zayn i Perrie odpadają, Amy z resztą też. .... .... ... NIALL! Dobra mam. No kurde debil jebany położył na poduszce obok od chuja żarcia, tsa, geniusz do potęgi N. Okej... LOUIS! Ups, on też jest na górze. LIAM?! W TOBIE NADZIEJA. No cholercia jasna też jest kurwa na górze! Ugh, zostaje mi aby Harry. No paczcie jak słodko, zostawił troche miejsca, czuje się zaszczycona. Tylko czy to nie będzie troche hmmm.... dziwne? Walić to! Ułożyłam się obok niego i zasnęłam.

_____________________________________
Pierwszy rozdział napisany przeze mnie. Jak reakcje? xx

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 6. ,, Ten dzień był taki.. ''

* Oczami Jane *
Jestem, żyję, obudziłam się. Tak, kolejny dzień, coraz bliżej wyjazdu. Jeszcze tylko 9 dni. Szybko zlecą. Podeszłam do okna, otwierając. Oparłam się o parapet. Przybrałam świeżego powietrza. Słońce świeci, nie zapowiada się na kolejny pochmurny dzień. Chciałabym, tak przejść się po całym mieście. I zobaczyć życie innych. Musi, być cudne. Moje życie też jest na razie idealne. Czego, trzeba więcej w Swoim Życiu? Przyjaciele, dom, uśmiech, budzenie się z ochotą na życie, nic więcej mi nie potrzebne. Osiągnęłam dużo tak uważam. Może inni myślą o mnie inaczej, jestem wredna, jestem miła dla przyjaciół, umiem dokopać, ale jestem po prostu sobą! Nic mnie nie zmieni. To moje przemyślenie na dzisiejszy dzień.  Pamiętam, gdy byłam mała. Nie znałam jeszcze nikogo. Miałam, tylko siebie. Mogłam liczyć tylko na SIEBIE. A potem, wszystko się zmieniło. Zdobyłam to co najważniejsze w życiu Przyjaźń. Czasem, mam ochotę podejść do bezdomnego i zapytać czy mu się nie powiodło w życiu, czy po prostu zrobił największy błąd w swoim życiu. Poczułam lekki powiew wiatru, przeszły po mnie dreszcze. Przymknęłam okno. Odwróciłam się, zobaczyłam uśmiechniętą Amy. Usiadłam koło niej. Szturchnęłam lekko Harry'ego, żeby oddał pilota. Niestety był nieprzytomny. Głupek jeden. Wyjęłam z jego ręki pilota. I włączyłam telewizje. Dlaczego nic nie ma. No cholera. Gdzie moja Eska, teletubisie? Eh, dobra. Wyciągnęłam telefon z mojej lewej kieszeni spodni. Chciałam wejść na Twittera, ale bateria się rozładowała. Kurwa, czemu mam pecha. Tak wgl, można to nazwać pechem, że się bateria rozładowała? Było to do przewidzenia. Wstałam ze skórzanej kanapy, zmierzając w stronę kuchni. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej mleko oraz szynkę i bułki. Wszystko położyłam na talerzyk, który leżał na stole. Uszykowałam sobie kanapki, a do picia kakałko. Mam obsesję na kakao, zawsze rano muszę wypić chociaż jedną zawartość kubka, bo inaczej zwariuje. Moja wada. Usiadłam przy stole i zaczęłam delektować się moją specjalnością. Codziennie wyobrażałam sobie szczęśliwą historie jedząc śniadanie. Może, to zabrzmi dziwnie, ale czasem mam wrażenie, że to się spełnia. No dobra, koniec. Już 10:00, kiedy ten czas minął? Stanęłam, oparłam się o ścianę i lekko wyjrzałam. Chciałam sprawdzić, czy ktoś jeszcze się obudził, ale wiecie tak dyskretnie. Czemu? Sama nie wiem po prostu czasem mam takie zachcianki. Amy, Harry, Louis, Liam, Niall, Zayn.. Praktycznie wszyscy. Nie chce mi się wymieniać każdego. Gdzie Natalie? Aa.. no tak, ona nie jedzie z nami, bo jest z rodzicami. Ciekawe, gdzie są teraz moi. Nie ważne. Wiecie co? Ludzie których spotykacie w życiu, przez przypadek często są osobami, które stają się elementem Waszego Życia. U mnie tak było.  Spotkałam właśnie tych idiotów i zostałam z nimi, aż do dziś. Harry chyba mnie zobaczył i poruszył ręką, żebym tam przyszła. Podeszłam i usiadłam na fotelu. Rozsiadłam się. Zauważyłam, że jestem nadal w piżamie. Poszłam na górę. Praktycznie nie było mnie słychać, ale widać tak. Otworzyłam swój pokój i zamknęłam na kluczyk. Wyjęłam z szafki krótkie niebiesko-białe szorty, oraz granatową bluzkę na ramiączkach. Pozwoliłam sobie zrobić lekki makijaż. Jak to dziewczyny. Zeszłam ponownie na dół.
-Jane, idziemy na zakupy? - zapytała Amy, ty to umiesz zawsze mi poprawić humor.
-Jasne! - Włożyłam jeszcze czerwone conversy. I byłam gotowa do wyjścia, tak samo jak moja towarzyszka. Pożegnałyśmy się z przyjaciółmi i wyszłyśmy. Szłyśmy, było tylko słyszeć nasze kroki. Nic więcej. Wiatr wiał w nasze twarze. Powiew wiatru był słaby. Taki delikatny. Lubię iść przez ulicę i o niczym nie myśleć. Tak odłączyć się od rzeczywistości.  Doszłyśmy do sklepu, świetnie się bawiłyśmy. Miałam już pełne reklamówki zakupów. Nie lubię kupować, ale sprawia mi to przyjemność. Poczułam zimno, jakby coś przeze mnie przechodziło. Zatrzymałam się.
-Jane? Co się stało? - troskliwa Amy.
-Już nic. Wracamy do domu?
-Okej! Dlaczego dziś jesteś, jakaś inna?
-O co ci chodzi? - O co jej chodzi.. Jestem normalna, taka jak zawsze.
-Zawsze jesteś jakaś szczęśliwa, a dziś?
-Nie wiem. Chodźmy już.
* 30 minut później *
Stoimy pod drzwiami, zaczęłam szperać w kieszeniach w poszukiwaniu klucza. No i jest. Victoria znaczy zwycięstwo! Po chuja szukałam klucza, jak drzwi są otwarte. No kurwa, ja tu się staram nie zgubić klucza. Co jest dla mnie wyjątkowo trudne. A tu drzwi otwarte, no chamstwo w państwie. Weszłyśmy do domu. Każdy, siedział już przy stole, gadając, śmiejąc się, jedząc pizze. Podeszłyśmy do nich. Dołączyłyśmy się do wybornej uczty czyli pizzy.
-Mieliśmy czekać na Was, no ale Niall już zaczął jeść i nie mogliśmy się oprzeć, no i tak o. - usprawiedliwiający Harry, pokazując swoje piękne oczy.
-Zostawiliśmy dla Was 2 kawałki! - Powiedział zadowolony Louis. Gdy już zjadłyśmy, zasiedli wszyscy na kanapie.
-Ej, dlaczego ten dzień był taki.. Normalny? - zapytała Amy.
-Nie wiem.- Dzień jak dzień. Normalny
-I będziemy tak siedzieć, gapiąc się na pusty telewizor?
 -Jasne. -  Ostatni dialog, zanim zamknęłam oczy i odpłynęłam do magicznej krainy, tzn. snu.


poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 5. ,, Wakacje ,,.

* Oczami Jane *
Na bank nie zdam. Nie zdam do następnej klasy. Na bank. Mówię serio. Za jakieś 10 minut, wyczyta nazwisko West i powie, że nie zdałam. Wyciągnie rękę i Życzy mi szczęścia w tej samej klasie, a ja mu ją opluje. Plan zbrodni hehe, zamach na dyrektora. Weszliśmy do szkoły. Ło de fak, nikt się nie spóźnił, jak?! Usiadłam koło Harrego i Amy. No i się zaczyna.
-Miło Mi was widzieć w tej szkole, czas żeby się pożegnać! - No dobra dyrektorze, przejdź do rzeczy. - Więc teraz wyczytam, tych co zdali do następnej klasy, no i te negatywy, czyli Ci co nie zdali. Logiczne, prawda? A więc.. Justin Bieber, śmiało podejdź do mnie. - To on chodzi do naszej szkoły? Aha, nawet nie wiedziałam.
-Dziękuję, a teraz adijos muczacza! - Miło pożegnanie z Justinem, super. Na sali go już nie było.
-Harry Styles, Louis Tomlinson, Liam Payne, Niall Horan, Zayn Malik! Gratuluję Wam chłopcy! - Uścisnął ich dłonie. Te sztuczne uśmieszki na twarzach. Niall zasnął w aucie, więc Liam odebrał za niego świadectwo. Tłumacząc się, że zachorował w ostatniej chwili.
-Amy Elyse chodź tu! Gratuluję Ci, że ledwo, ale ledwo zdałaś. - Amy jak zwykle znudzona, prawie spała.
-Taa.. Dzięki dyrektorku. - oznajmiła. - Moja krew! Oby tak dalej.
-Eleanor Calder, Perrie Edwards, Jade, Leigh-Anne, Jesy. Gratuluję.
-No i ostatnia, czy mnie oczy nie mylą?! To Jane West! Gratulacje i nie wracaj już do tej szkoły.
-Też Pana lubię. - Zaczęłam kierować się w stronę auta, tańcząc Gangnam Style. Amy zaczęła robić to samo. A inni szli po prostu za nami.  Weszliśmy do auta i zaczęłam jechać w stronę domu.
* 30 minut potem * Dom *
-Więc zajebiste wakacje czas zacząć? - zapytała blond włosa.
-No raczej. - Tak mi się wydaję. - Ej gdzie my pojedziemy, w te piękne wakacje? Pogoda taka zajebista.
-Nie wiem? - Przecież się was pytam, żebyście wy wiedzieli, a ja nie wiedziała.
-Może nad morze gdzieś? - Hazza, ty to masz łeb czasem, często go nie używasz, ale w tym to się zgadzam.
-A więc? - Louis, chyba już wiesz. - Więc jedziemy nad morze!
-Fajnie. - Raczej zajebiście Eleanor.
-Za tydzień jedziemy! - wydarł się radosny Niall!
-Co robimy? - zapytała Amy.
-Ja idę oglądać. - rzekł Hazza.
-Ja idę też oglądać, ale teletubisie. - powtórzyła Jane.
-Ja idę jeść! - Wiecie chyba do kogo należy to zdanie..
-Ja idę poprawić włosy!
-My idziemy do pokoju. - powiedziały dziewczyny.
-Ja idę za Niallem, żeby się jeszcze nie udusił. - Liam ty geniuszu.
-Ja idę nie wiem gdzie może po marchewki?
-A ty Amy? - zapytałam.
-Nic nie robić idę. - Bez sensu to zdanie, a więc zaczęła się wojna o pilota!
-Oddawaj pilota, albo wezmę Ci te loczki wyprostuje!
-Spierdalaj! Ale oglądamy teletubisie! - ostrzegł Harry.
-Dobra tak to może być. - Przełączyłam się na kochane teletubisie!
* Oczami Amy *
Więc, sobie tak leżę w pokoju, oparłam nogi o ścianę, no i położyłam poduszkę pod głowę. Zimno, cholernie zimno. Cholernie się zachmurzyło i jeszcze pada deszcz. No zajebiście. Zdjęłam nogi ze ściany i przykryłam się.  Wzięłam jeszcze telefon z szafki i umierałam pod kordłą. No nie aż tak, no ale że zimno to jak tu nie umierać. C'nie? Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Otwarte! - I znów to samo, pukanie do drzwi, zaczęłam się trochę martwić.
-No kurwa mówię otwarte! - powtórzyłam po raz 2. I znów to samo pukanie.
-Japierdole.. - mruknęłam. Wstałam z łóżka i otuliłam się kordłą. Otworzyłam drzwi, kurwa co za żartowniś. Nikogo nie ma. Zamknęłam drzwi, gdy byłam już koło łóżka, pukanie. Dobra mam dość. Poszłam w kierunku drzwi. Otworzyłam, nikogo nie ma. Zamknęłam pokój ( nie na klucz ). Poleciałam szybkim tempem na dół.
-Kurwa, kto ciągle mi tam puka?!
-Sorry, Amy ale każdy tu siedział. - oznajmił Hazza.
-Jestem aż tak głupia, że myślisz, że się nabiorę?
-Ej serio młoda. - rzekła Natalie.
-Sorry jestem rok młodsza i już młoda?
-Nie czepiaj się. - Dobra face palm. Usiadłam koło nich.  Nawet, nie wiem kiedy zasnęłam na kanapie przed telewizorem.


niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 4 ,, Tabaluga ''

              ROZDZIAŁ DEDYKOWANY DLA LOLI HORAN <3! KOCHAM CIĘ.
* Oczami Jane *
Amy, dziś bardzo dziwnie się zachowała, zatrzymując auto. Nie wiem, o co jej chodziło. No ok, przeszłość to przeszłość. Nie wracajmy. Jesteśmy już w domu od 30 minut. Co robimy? Nic. Jak zwykle. Jutro zakończenie roku szkolnego i wolność. W Poniedziałek, powinien być w Piątek, ale tak wypadło.. Teraz jem kakałko, które nazywa się Puchatek. Ha ha, Puchatek. Kubuś Puchatek. Posrana jestem. Harry walczy z Louisem. Amy chyba śpi na kanapie. Liam siedzi na fotelu i bawi się lalkami Toy Story. Zayn układa włosy. Niall, chyba wiadomo, że wpierdala kanapki. On wszystko je i nie grubnie, przekonamy się za kilka lat, jak nie będzie mógł ruszyć, swojego, tłustego dupska z sofy. Eleanor, Danielle, LM malują paznokcie. To nie dla mnie. Natalie jest u rodziców, jak to możliwe, że tak ostra laska, utrzymuję kontakt z rodzicami? Zapomniałam o kimś? Chyba nie. Więc przyłączę się do, nikogo. Godzina 21.00. Zgon. Idę spać, bo nic mi się nie chce. Chciałam usnąć na kanapie, ale zajęta. Położyłam się na Amy, ale ona chamsko mnie zepchnęła. No, kurwa! CHAMSTWO W PAŃSTWIE. DO POŚREDNIAKA, A NIE ŚPISZ! Ona, nadal śpi, co za suka, suka, suka, ale moja kochana. Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżko. Nie przebierałam się, bo jestem wykończona niczym. Okryłam się swoją kocem i zasnęłam.
* Ok. 3.00 *
Kurwa, ale napierdala mnie łeb. Przeżuci łam się na drugi bok. AAAAAAAAAAAAAAA TABALUGA! TO SĄ JAKIEŚ KURWA JAJA?! ŻE TABALUGA STOI TERAZ NADE MNĄ?! ŻE CO KURWA!? NIE NO TO JEST DO JĘDZY JEDNEJ SEN. ZAMKNĘ OCZY I JEGO JUŻ NIE BĘDZIE.  ZAMKNĘŁAM I OTWORZYŁAM I ON LUB ONA NADAL TU JEST. SPIERDALAJ Z MOJEGO POKOJU!
-Witam. - Że co kurwa on gada?! Albo ona, chuj wie kto to.
-Co chcesz, kurwa?!
-Zabiję cię.
-Tak, kurwa chyba śnisz.
-Przyjdę po ciebie kiedyś.
-Chyba cie posrało. - od powiedziałam, a on zrzucił mnie z łóżka i zaczął latać po pokoju. - Weź spierdalaj! - wykrzyknęłam, a on wyleciał przez okno. Pierdole, co to miało być?! Przyleciała biegiem Amy do pokoju.
-Co się drzesz? - zapytała.
-TABALUGA TU BYŁA!
-I to ty myślisz, że jestem dziwna, kurwa.
-Śpij dziś tu. - Dobra, zaczynam się bać Tabalugi. Westchnęła i położyła się na ziemi. Tak dobrze. Obroni mnie jak Tabaluga znów nas odwiedzi. Czekaj Amy? Amy mnie ocali, chyba śnie. Chuj z tym idę spać.
* Oczami Amy * 7.00 Rano.
-Kurwa Jane, zabierz te giry z mojej szyi! - krzyczałam. - Śmierdzą!
-Spierdalaj, już wstaję!
-Wreszcie.
-Śniła mi się Tabaluga, że próbowała mnie zabić, ale potem odleciała, bo ty przyszłaś.
-Masz pojebane sny. - rzekłam.
-Wiem. - przyznała. Robiłyśmy pierdoły przez 30 min. Kurwa, nienawidzę przychodzić do szkoły na galowo. TO kurwa, jest wkurwiające. Zesłyśmy na dół, każdy już coś żarł, ja jak zwykle wyjęłam z szafki cukierki i jadłam. To moje śniadanie. A Jane śniadanie to kakałko.
-Jedziemy! - usłyszałam głos Hazzy. Pociągnęłam Jane za rękę i skierowałyśmy się do wyjścia.


-------------------------------------------------------------------

Krótki i do dupy, pojebany i nie wiem co jeszcze. Lolluś tęsknie <3 c;.

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 3. ,, Zatrzymaj się! ,,

* Oczami Jane *
Niedziela, a nie sobota, a nie niedziela, kurwa sobota. Nie niedziela. Dobra jest niedziela. Święto mszy Świętej, czyli.. Spanie do 15.00. Taka nasza tradycja, budzimy się o 14.00, potem jeszcze idziemy się położyć na 5min, a nagle jest 15.00. Tak jak sądziłam, obudziłam się o.. chwilę zegar się zepsuł. Przecież to nie może być prawda, nie jest ta godzina, to jest 10.00! Życie musi być takie piękne, aby budzić normalnego człowieka o tej godzinie, no dobra nie zbyt normalnego. Mam żałobę, idę na żreć się wcześniej, chociaż Niall nie będzie grzebał w lodówce. Zeszłam schodami w dół. Okej, okej to są jakieś jaja?! Harry uprawia jogę, ponoć to grzech, ale chuj z tym. Louis szuka swojej dziewczyny, czyli Eleanor. Zayn czeszę się. Liam, coś uprawia z Danielle. Nialla nie widzę, a Amy? Gdzie jest ten jełop?
-Dlaczego wstaliście tak wcześnie? - zapytałam, to pytanie zabrzmiało jakbym była totalną idiotką, spoko.
-No bo Jane kto się pomodli? - zapytał Hazza, śmiejąc się pod nosem.
-Idziemy do kościoła? - dodałam.
-Jasne, ale tylko dlatego, aby zobaczyć jak ksiądz śpiewa Alleluja i sukienka spada mu z jego tłustej dupy. Idziesz.. - od powiedział Louis. A ja się jego pytałam? Nie. Dobra, dobra podniosłam łapy w geście obronnym. Podeszłam do lodówki, w której odnalazłam zaginionych członków grupy. Czyli Niall, który żarł kanapki i Amy szukająca cukierków,  bo czego innego..
-Ej. - rzekłam.
-[..] - Cisza.
-Ej! - podniosłam głos.
-[..] - Cisza.
-EJ! CHOLERA JASNA ODWRÓĆCIE SIĘ! - krzyknęłam, odwrócili się obojga.
-Nie mogłaś raz powiedzieć?! - wykrzyknęła wkurwiona Amy.
-Amy, czasem mam ochotę tak cię utopić w rosole.
-Chodźcie już! - usłyszałam głos Nialla, który magicznym sposobem znalazł się w salonie. Kolejny magik w tym naszym zacnym domku. Tak serio, serio to mój dom. Wyszłyśmy z domu, zamykając po sobie dom. Weszłyśmy do auta, które lata, no dobra nie lata, ale gdy jest taka dziura to zapada się pod ziemię i wynurza! Magia. Kościele nadchodzimy.
-Ej mogę dziś prowadzić? - zapytała grzecznie Amy.
-NIE! - wykrzyknęła banda.
-Czemu? - dodała.
-No bo pamiętasz jak ostatnio prowadziłaś..? - od powiedział Harry, ona tylko pokręciła głową i posmutniała. Ach, kiedyś musi spróbować i iść to gówno zdać. Nawet się nie obróciłam, a już byliśmy. Czekaj to tak wygląda kościół? Nie chodziłam tu od.. 8 lat? Wreszcie weszliśmy, usiedliśmy po środku, chociaż chciałam na końcu. Zobaczymy co z tego wyniknie. Msza jeszcze się nie zaczęła, a my powoli mrużymy paczałkami. Ksiądz wychodzi, a za nimi młodzi ludzie. Każdy nagle stanął, gdy wybił jakiś dzwon. O co tu chodzi?
* Oczami Amy *
Pierdole nie wstaje, Jane wybiegła się wyszczać, tylko gdzie tu znajdzie jakąś nie śmierdzącą łazienkę. Poczułam jak ktoś mi coś wrzyna w plecy, odwróciłam się, zauważyłam starą babę, która miała w prawej ręce  parasol, którym pewnie mnie dziabnęła w plecy.
-Czemu dziabła baba mnie? - zapytałam grzecznie, dla  mnie to bardzo grzeczne, nie wiem jak dla was.
-Wstawaj bachorze! - rzekła.
-Nie. - powiedziałam i odwróciłam się. Zauważyłam, że Harry, Lou, Niall, Liam, Zayn, El, Dan, Perrie, Jade, Jesy, Leigh-Anne, a Jane chyba ma sraczkę. Baba mi nie dawała spokoju, ale chuj z nią. Czekaj z kościele można przeklinać? Chyba nie, ale chuj z tym. No kurde znów! Dobra, już się nie odzywam. Baba mnie kopała przez ten cały czas. Miałam ochotę jej przyjebać, ale starszej pani? Bym już dawno siedziała na komisariacie i odpowiadała na pytanie Czemu to zrobiłam? To już koniec tej pierdolonej mszy? Tak. Tylko Jane jeszcze nie było. Podeszłam do jakiejś miski z tą Św. wodą, zamaczając całe ręce. Tak się robi, no chyba. Wyszłam szybkim tempem z tego całego kościoła.  Kurwa, no i kto stoi pod drzewem, śmiejąc się jak szatan?! Jane. No zajebiście. My tkwimy w środku śpiewając ALLELUJA, ALLELUJA!  A ona sobie pod drzewem siedzi.
-Dlaczego kurde nie poszłaś do tego krzyża? - zapytałam.
-A po co siedzieć, gdzie modlą się same stare baby?
-No w sumie, racja.
-Widzisz? - Tak zakończyła się nasza rozmowa, wsiedliśmy do naszego zacnego samochodu i odjechaliśmy. Tym razem Jane prowadziła to auto. Siedziałam tuż obok niej. Gadaliśmy, śmialiśmy się, wariowaliśmy no i inne pierdoły. Zauważyłam coś na ulicy. Czy to królik, czy to jeleń, czy to smok? Czy to.. dziecko?! Dziewczynka!
-KURWA! ZATRZYMAJ SIĘ! - wykrzyknęłam.
-Po chuja?
-TAM do cholery jasnej jest ktoś!
-Nie ma.. - Dobra, zmusiłaś mnie do tego. Usiadłam po środku krzeseł, próbując zatrzymać samochód. Prawie byłoby zderzenie, z małym dzieckiem.. W ostatniej chwili udało mi się zahamować. Szybko wybiegłam z tego samochodu. Patrzyli się na mnie jak na debilkę. Nie ma jej? Gdzie ona się podziała? Przed chwilą tu była. Może uciekła, może się przeraziła? Ale ona tu była i nikt nie zaprzeczy. Usiadłam z powrotem do auta.
-Co ty do cholery jasnej wyprawiasz?! Mogłaś nas zabić! - powiedziała zaniepokojona El, przy czym walnęła mnie w łeb.
-Dobra, Amy zasłużyłaś na to.  - przytaknął Harry.
-Amy idź do tyłu, Harry chodź koło mnie. - rzekła Jane, zrobiłam tak jak kazała, usiadłam koło okna, oparłam się łbem o szybę i myślałam, czy ona na serio tam była. Może to tylko moja wyobraźnia.

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 2. ,, Dzieło ,,

* Oczami Jane *
Weekend, weekend, weekend. No i kurwa adijos szkoło! Chociaż już prawie do niej nie chodzimy.. no wiecie wagary, robimy sobie wolne często, bardzo często. Oglądam sobie z Amy teletubisie. No a jakby tak ożyły i nas zjadły?! Fajnie byłoby, ale to tylko moja cholernie, pierdolona wyobraźnia.
-Ten teletubiś się zesikał! - powiedziała Amy, no tak jesteś genialna. Pogłaskałam ją po główce.
-Tak, tak.
-Jane, zobacz co ja tu mam. - rzekł głos za mną.
-Harry..
-Tak jestem Harry i zjadam twoje kakałko! - rzekł zadowolony. Dobra przegiął. Moja mina była jak kamień, zaczęłam go gonić. Wywalił pusty pojemnik. NIE!
-Zabije cię..
-Kurwa mać. - Rzuciłam się na niego, przybiegła Amy.
-Kochanie opanuj te nerwy.
-Spierdalaj! - wykrzyknęłam.
-Kupisz mi nowe, rozumujesz to człowieku?!
-Ro-Zu-mu-je!
-Zapierdalaj teraz do sklepu.
-A i kup mi cukierki! - dodała Amy. Ah, jak zwykle. Tylko te cukierki, zęby ci się zjebią. No, jeżeli jeszcze masz. Jestem podła. Każdy siedział na dole, nawet tego nie zauważyłam, patrzyli się jak na wariatów. Oni żrą, żrą jedzenie!
-Skąd wzięliście jedzenie? - zapytałam.
-Z lodówki, otworzyliśmy lodówkę, tam było, wzięliśmy, zamknęliśmy lodówkę. -  wytłumaczył Nial. Zrozumiałam przekaz. Myślałam, co zjeść. Z moich zamyśleń, wyrwał mnie dzwonek telefonu domowego. Odebrał Lou.
-Hallo? - zapytał.
-Dzieńdobry, dlaczego nie było was na 3,4,5,6,7,8 lekcji?!
-Yyy.. no tak Amy wpadła pod auto! I musiliśmy jechać do szpitala, mogła umrzeć i nadal może. Chociaż jest już w domu.
-Ojej, przykro mi. A mógłbyś chłopcze ją dać?
-Ehhe.. no dobrze.
-Amy chodź, dyrektor cię woła.
-Co kurwa?
-Zostałaś niby potrącona przez samochód, więc udawaj..
-Dobra. - powiedziała i wzięła słuchawkę. No jakie przedstawienie.
-Hallo?
-Dobry. Jak się pani Amy czuję?
-Źle.
-Dobrze, a wie pani że może pani nie zdać?
-Duszę się, boże lekarza! - położyła się na ziemi, i odłożyła słuchawkę.
-Duszę się? Serio?! - zapytałam.
-Noo, a co miałam wymyśleć? Jak pan genialny, powiedział że zostałam potrącona.
-Przepraszam.
-Okej.
-Koniec? - zapytałam.
-Koniec. Gdzie Harry?
-W sklepie.
-Wróciłem - wykrzyknął, otwierając drzwi.
-O wilku mowa. Czekaj czemu ja tak powiedziałam?!
-Face palm. - Tak więc, reszta dnia minęła nam spokojnie. Tylko, jest jeden problem. Trzeba pomalować Amy do szkoły w poniedziałek, no bo przecież ma wyglądać jakby auto ją przejechało. Niestety ja nie umiem malować, lecz Danielle, Perrie, Jesy, Jade, Leigh-Anne, no tak jeszcze Eleanor.
-Dziewczyny, będziemy musiały naszą Amy wymalować, jakby ją tir potrącił.
-Hę? Chyba się przesłyszałam. Co, kurwa?!
-No to kurwa! W poniedziałek.
-Zajebe cię.. - Ahh, kocham ten sarkazm.
* 3 godz potem *
Jest 19.00. Że która?! Dlaczego weekend tak szybko mija, a szkoła nie. Jest 24 czerwiec. Który?! Fuck yea, niedługo wakacje i znów będzie melanż. Nudzi mi się, nudzi mi się, wiem namaluję portret!
-Amy ustaw się, namaluję cię! - Zrobiła to co kazała, a ja zaczęłam robić swoje dzieło. Po jakiejś godzinie skończyłam swój wybitny obrazek.
-Zobacz! http://sketchtoy.com/40983139  . Tak wiem mam talent artystyczny.
-Okej, to teraz ja. - Po tym samym czasie również skończyłam. Urzekł mnie jej rysunek, łezka mi spłynęła. Czy ja naprawdę jestem taka piękna?! : http://sketchtoy.com/40983340 . Nie wierze ze to prawda, a jednak?! Jednak cuda się zdarzają. Zauważyłam, że każdy obok nas już dawno śpi. Tak wcześnie? Spojrzałam na zegarek, jeszcze raz. 24.00 No zajebiście! Przegapiłam tabalugę!

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 1. ,, Wagary? ''

 Polski. Język polski.. my gnijmy w szkolę, a niech jakieś bachory bawią się w przedszkolu. Kurwa, takie życie. Nudno, nudno, nudno więc tak Louis je potajemnie marchewki, Harry rysuję w zeszycie liczbę 69, Niall je big burgera, Zayn poprawia włosy, a Amy straszy Liama łyżkami. No i jeszcze Natalie, która bawi się palcami. Została nam jeszcze ja, uprawiam patrzenie się w okno. Ciekawe, no nie? Pytanie, dlaczego wszyscy jesteśmy w 1 klasie, chociaż każdy ma inny wiek. Tak więc, Natalie nie zdała, ja również, a Amy jest o rok młodsza.
-Pssss. która godzina? - zapytałam Amy.
-12.20, za 5 minut dzwonek. - odpowiedziała, baba chyba to zauważyła..
-Panno Amy dlaczego rozmawiasz? - każdy wzrok wrócił się na nią, oj bidna.
-Nie rozmawiam, ja tylko.. - próbowała się usprawiedliwić.
-Więc jeżeli to powiesz, dostaniesz 5. Kiedy zmarł Fryderyk Chopin?
-Więc, jeżeli to powiesz, dostaniesz 5. Kiedy zmarł Frygeryk Chopin? - powiedziała i usiadła, akurat wybił dzwonek, a Pani popatrzyła się na nią miną poker face.
-Wagary? - podniósł brwi Harry.
-No jasne. - odpowiedziałam.
-Taa. - powiedziała Amy.
-Dobra. - rzekła Natalie. - Każdy kiwnął głową na tak, oprócz Nialla.
-Pod warunkiem, że na obiad będzie pizza! - wykrzynął.
-O to się nie martw. - mrukłam. Czym prędzej wybiegliśmy z budynku, wsiedliśmy do auta, no i brum, brum pojechaliśmy.
-Głodna jestem. - rzekła Amy.
-Ja też. Zjadłbym marchewki. - dodał Tommo.
-Ja cukierki.
-Jak zwykle. - prychnął.
-Ej ty jak zwyke, żresz marchewki. - dodała.
-Nie obrażaj marchewek, bo będzie źl...
-Zamknijcie ryje. - przerwała im Natalie.
-Jesteśmy! Dom teletubisiów! ( Czyt. nas.).
-Tinki winki!
-Lala!
-Dipsy!
-Po! - Tak zakończyła się przygoda teletubisów, ponieważ weszliśmy do domu. Morał tej bajki jest krótki i niektórym znany jeżeli idziecie na wagary szybko spierdalajcie do domu. Trochę się nie zrymowało, ale chuj z tym.  No i każdy rozszedł się we wszystkie strony świata, czyli naszego domu. Tak naszego domu. Poznaliśmy się wszyscy przez przypadek, z Harrym znam się od przedszkola jebłam go w jaja, no i mnie polubił, a ja jego. Amy od 2 klasy, chodziła po mieście i zajebała mi kanapkę. A potem wyznała mi ze lubi mnie. Louis na ulicy, wpadł na mnie. Zayn, Niall i Liam w szkole.

Bohaterowie.

Amy
16 lat.
Lubi : Fotografia, Gra na gitarze, Cukierki.
Nie znosi : Kłamstw. 
Jedyna jej kumpela to Jane.
 Mieszkają razem.
Rodzice mają ją w dupie. 


Jane.
17 lat.
Lubi : Muzyka, Fotografia, Kakałko.
Nie znosi : Podrywaczy. 
Miła tylko dla przyjaciół. 
Mieszka razem z Amy.
Rodzice to szmaty.


Natalie.
17 lat.
Lubi : Sport, Sex, Muzyka.
Nie znosi : Pustych lasek.
Miła dla Jane. 
Nie przepada za Amy. ( Myśli że jest cienka )
Z rodzicami utrzymuję kontakt.


One direction.
Louis Tomlinson.
Liam Payne.
Zayn Malik.
Harry Styles.
Niall Horan.

Eleanor Calder.


Danielle Peazer.

Perrie Edwards
Jesy Nelson
Jade Thirlwall
Leigh-Anne Pinnock

Emily.
 10 lat.
     Zginęła w wypadku samochodowym, wraz z rodzicami.


Teletubiś - morderca
1100000000000 lat.
Poluje na 16 latki, 17.

Buka.
Stara buka.
Bije ludzi.
Nie wymawia r.


Tabaluga.
Grozi że zabiję w nocy.



I inni...